Zza ściany zauważyłam idącego mężczyznę. Nie miałam pojęcia czy cofnąć się do piwnicy czy może rzucić się na niego. Na moje nie szczęście mnie zauważył. Wyglądał na bardzo wkurzonego. Powoli i pewny siebie zaczął do mnie podchodzić. Byłam spanikowana i nie wiedziałam co robić. Zamknęłam oczy, by jak najmniej czuć gdy mnie uderzy. Po chwili usłyszałam odgłos tłuczonego szkła. Otworzyłam oczy i ujrzałam przestraszoną dziewczynę. Tą samą, która mnie porwała. Miała podniesione do góry ręce. A pod nią leżał nieprzytomny mężczyzna. Koło niego była rozbita porcelana.
- Uciekaj stąd, szybko! - krzyknęła do mnie.
Ja czym prędzej zaczęłam uciekać z tego strasznego domu, ciągnąc za sobą walizki. Było mi ciężko, lecz nie zwracałam na to uwagi. Najważniejsze dla mnie było, żeby być jak najdalej od tego upiornego miejsca. Biegłam bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie jestem. Serce biło mi bardzo mocno. Wokół mnie nie było żywej duszy. Zwolniłam. Znalazłam się na ulicy. Zdecydowałam, że pójdę na stopa. Po jakiś 10 minutach zauważyłam jadące czerwone auto. Dałam znak ręką żeby się zatrzymał.
- W czym mogę pani pomóc? - spytał się mnie bardzo uśmiechnięty młody chłopak, wyglądał na około 20 lat.
- Zgubiłam się. Chciałabym się dostać do Londynu. Mógłbyś mnie podwieść? - spytałam się trochę zażenowana, bo jak mogłam się zgubić? Nic lepszego niestety nie mogłam wymyśleć. Na początku chłopak dziwnie się na mnie spojrzał, ale nic się nie pytał.
- OK, wsiadaj. - powiedział i wysiadł z samochodu. Włożył moje walizki do bagażnika. Udałam się na siedzenie koło niego. Po chwili ruszyliśmy.
Nie wiem czemu, ale nadal nie mogłam się uspokoić. Serce biło mi jak oszalałe. Przed oczami cały czas miałam wściekłego bruneta, który daje mi z liścia.
- Jak masz na imię? - nagle spytał się mój kierowca.
- Julia. - odpowiedziałam próbując się trochę uśmiechnąć. Kiepsko mi to wychodziło. - A ty? - spytałam o to samo.
- Louis. - odpowiedział z wielkim uśmiechem.
Nic nie odpowiedziałam. Dalszą podróż jechaliśmy w zupełnej ciszy. Nie miałam już sił. Byłam bardzo zmęczona tym co stało się w ciągu tych paru godzin. Nie wiedząc nawet kiedy, usnęłam.
* JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ *
Obudziłam się bardzo wypoczęta w... łóżku? Co? Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam gdzie jestem.
- Oo, dzień dobry. Jak się spało? - do pokoju wszedł jak zawsze, od kiedy go poznałam, uśmiechnięty chłopak.
- Dobrze...tylko co ja tu właściwie robię? - spytałam po chwili.
- Zasnęłaś w moim aucie, a nie podałaś mi dokładnego adresu gdzie mam cię zawieść. Nie chciałem cię budzić, bo wyglądałaś na bardzo zmęczoną. Dlatego przywiozłem cię do mnie. - tłumaczył mi się Louis.
- Ahh, OK. W takim razie dziękuję i przepraszam za kłopot. Ja będę już szła. - powiedziałam to jednocześnie podnosząc się z łóżka i sięgając po buty.
- Nie, proszę zostań chociaż na śniadanie. - powiedział to chłopak łapiąc mnie za nadgarstek gdy chciałam wyjść z pokoju, nie do końca nawet wiedząc czy idę w stronę wyjścia.
- No, dobrze. - zgodziłam się.
Chłopak zaprowadził mnie do kuchni. Jedliśmy w ciszy.
- Dziękuje za pyszne śniadanie. I przepraszam za kłopot. Będę już szła. - powiedziałam gdy jedzenie zniknęło z mojego talerza.
- OK. Ja teraz będę jechać przez miasto to cię podwiozę. - powiedział. - I to nie jest żaden kłopot. - dodał.
- W porządku. Możesz mnie podwieść do akademika na <xxx> Street? - spytałam.
- Spoko. Jakby co tam jest łazienka, a ja idę się przebrać i zaraz wracam. - uśmiechnął się pokazując drzwi do pomieszczenia.
Postanowiłam, że trochę się ogarnę. Wyciągnęłam z walizki kosmetyczkę. Weszłam do łazienki i mało co bym się nie przewróciła. W lustrze zobaczyłam smutną, z worami pod oczami dziewczynę. Szczerze mówiąc wyglądałam po prostu strasznie. Zmyłam wczorajszy makijaż i zrobiłam nowy. Uczesałam się, umyłam zęby i wróciłam do Louis'a. Chłopak siedział na kanapie patrząc się w telefon. Schowałam z powrotem kosmetyczkę do walizki.
- Ja już jestem gotowa. Jedziemy? - spytałam.
- Tak, jasne. - odpowiedział.
Zabrałam swoją torebkę, chłopak ciągnął moje bagaże. Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Kierowaliśmy się w stronę mojego akademika.
Mam nadzieje, że nie będę miała już przykrych niespodzianek.
...........................................................................................................
Oto następny rozdział. :) Mam nadzieję, że się podoba. Proszę, komentujcie. ;) ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz