czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 6

Odkąd mieszkam w akademiku minęły 2 tygodnie. Za tydzień zaczynam naukę na uniwersytecie. Zdążyłam już poznać Londyn, najważniejsze dzielnice.
Pokój nadal dziele z Niną, i nadal się z nią nie dogaduję. Nie wiem dlaczego, ale dla każdego jest wredna. Czasami mam wrażenie jakby mnie śledziła, ale może to moja głupia wyobraźnia.
W nocy często się budzę zlana zimnym potem. Dalej nie mogę zapomnieć twarzy moich porywaczy. Prześladują mnie.
Narazie nie poznałam jakichś normalnych ludzi. Od czasu do czasu zaczepia mnie pewien frajer o imieniu Denis. Gdyby nie miał pięcio-centymetrowych szkieł na nosie, aparatu na zębach oraz nie miał włosów tak bardzo przylizanych od  żelu, to może byłby całkiem w porządku. Ale jak na tą chwile ja wole go unikać.
Dzisiaj odbieram moje nowe auto : czarne lamborghini.
 

Kocham szybkie maszyny.
W Polsce miałam dwa życia. Pierwsze: udawane, nudne, które spędzałam z rodziną. Zaś te drugie to moje prawdziwe oblicze. Ciekawe, zwariowane i pełne adrenaliny. Chodzi mi konkretnie o nielegalne wyścigi. Wielu moich znajomych brało w nich udział. Dzięki dźwiękom silnika mogę się uspokoić i zapomnieć, choć na chwile, o popieprzonej teraźniejszości. Dzisiaj zamierzam po raz pierwszy w Londynie się z kimś pościgać.

Obudziłam się dosyć wcześnie. Jak zawsze przerażona. Te koszmary mnie wykończą. Wzięłam długi prysznic. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Ubrałam się w to :

Poszłam do kuchni zjeść jakieś śniadanie.
- Cześć. - powiedziałam niepewnie do czerwono-włosowej dziewczyny.
- Cześć. - odpowiedziała po chwili.
I na dzisiaj to chyba koniec naszego dialogu.
Z szafek wyjęłam miskę i płatki, a z lodówki mleko. Usiadłam przy stoliku na przeciwko mojej współlokatorki i zaczęłam jeść śniadanie. Ani razu się na mnie nie spojrzała. Może powinnam zacząć się jej bać? Przemyśle to.
Gdy skończyłam jeść, brudne naczynia włożyłam do zmywarki. Zrobiłam sobie kawę i szłam w stronę mojego pokoju.
- Nie wrócę dzisiaj na noc. - odezwała się nagle Nina.
- Umm...spoko.- odpowiedziałam.
To jak narazie najdłuższa rozmowa z nią przeprowadzona. Może nie długo coś się zmieni.

Położyłam się na miękkim łóżku i odpaliłam laptopa. O godzinie 14;00 miałam odebrać moje auto. Zostały mi jeszcze 3 godziny. Postanowiłam  oglądnąć mój ulubiony film "3 metry nad niebem". Nigdy mi się nie znudzi.
Gdy film się skończył została mi godzina na dojazd. Wyłączyłam laptop, ubrałam płaszcz oraz wzięłam torebkę. Wyszłam z akademika i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Pojazd przyjechał po paru minutach. Wysiadłam pod salonem samochodowym. Odebrałam moje maleństwo i pojechałam na obrzeża miasta go wypróbować. Działał perfekcyjnie. Idealnie skręcał w prawo i w lewo. Nitro też działało doskonale. Byłam strasznie szczęśliwa. Po paro godzinnej przejażdżce postanowiłam wskoczyć do jakiejś knajpki na obiad. Po zapłaceniu za posiłek wróciłam na akademik. Do wyścigu zostały mi 2 godziny, zaczynały się o 22;00. Wzięłam krótki lecz odprężający prysznic. Związana ręcznikiem poszłam do pokoju po ciuchy.





Zrobiłam mocny ale nie dziwkowaty makijaż. Moje długie brązowe włosy związałam w kucyka. Byłam bardzo podniecona dzisiejszym wyścigiem. Przed moim pierwszym wyścigiem, który będą oglądać nowe twarze.
Wjeżdżając w tłum ludzi usłyszałam głośne gwizdy. Wysiadłam z auta i otworzyłam przednią maskę, jak to było w zwyczaju. Dużo osób gratulowało mi za takie cacko.
- No, no, no. Nowe autko będzie do mojej kolekcji. - cmokając powiedział to wysoki szatyn. - Jestem Jack. - dodał.
- Żebyś się nie pomylił, Jack.
- To ty się mylisz, skarbie. - powiedział dotykając mojego policzka.
- Zabieraj te brudne łapska. - powiedziałam zaciskając szczękę. - I lepiej pokaż jak jeździsz. - zwróciłam się do niego wchodząc do mojego lamborghini.
Ten facet strasznie mnie wkurwił.
Podjechałam na start. Trasa nie była trudna. Parę skrętów w lewo i w prawo, praktycznie same proste. Dwa okrążenia.
Koło mnie pojawili się moi przeciwnicy. Po lewej jakiś blondyn, po prawej ten idiota.
- Wóz za wóz? - spytał z obrzydliwym uśmieszkiem.
- Zgoda. - mruknęłam.
Jego auto nie było takie złe. Czerwone ferrari, może być ciekawie.


Ogólnie w wyścigu brało udział 7 osób. Do wygrania było $5000 i wybrane auto przegranego.
Byłam bardzo skupiona i przygotowana. Położyłam rękę na biegach i czekałam aż dziewczyna na środku drogi w przykrótkiej spódniczce machnie jakąś szmatą.
Tłum liczył: 3...2...1...START! Wszyscy wystartowali. Na początku jechałam łeb w łeb z tym całym Jack'iem. Szybko zmieniałam biegi. Jechałam z coraz większą prędkością. Doskonale słyszałam pracę silnika. Pierwsze okrążenie. Nie mogłam przegrać, nie na pierwszym wyścigu. - mówiłam sobie w myślach. Zakręt w lewo, w prawo. Ostatni skręt i sama prosta. Jack jechał tuż obok mnie. Zostało 400 m. Włączył nitro, wyprzedził mnie.
- Za wcześnie. - powiedziałam do siebie z uśmiechem.
Włączyłam nitro i ....... wygrałam! Dosłownie dzieliły nas setne sekundy, ale to ja byłam pierwsza.
Mina przegranego Jack'a była niesamowita. Szkoda, że nie miałam aparatu. Uwieczniłabym to.
Wszędzie słyszę krzyki, wiwaty, gwizdy.
- I oto wygrała nowa uczestniczka. - powiedział gruby prowadzący. - Jak masz na imię? - zwrócił się do mnie.
- Julia. - odpowiedziałam dumna.
- Julia jest dzisiejszą zwyciężczynią. - powiedział to i wręczył mi $5000. Podziękowałam.
Podeszłam do Jack'a i wskazałam na otwartą dłoń.
- No co? Szybko. - powiedziałam.
Chłopak z wkurwioną miną podał mi kluczyki do jego auta.
- Suka. - usłyszałam, gdy odchodziłam w stronę czarnego cuda. Nie przejmowałam się tym.
Gdy byłam blisko mojego lamborghini poczułam mocny uścisk na nadgarstku. Gdy się odwróciłam ujrzałam blondyna, który jechał obok mnie.
- Gratulacje. - powiedział i się uśmiechnął.
Miał na zębach aparat, strasznie mi kogoś przypominał.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
Usłyszeliśmy syreny policyjne. Niedaleko nas jechała policja.
- Cholera. - powiedziałam cicho.
- Spokojnie, mogę pojechać twoim ferrari. Jutro ci go odstawię. - bez zastanowienia wręczyłam mu kluczyki.
Blondyn podszedł do auta i szybko odjechał. Ja podeszłam do swojego i odjechałam z piskiem opon...

....................................................................................................................
Hej! ♥ Oto następny rozdział. Pamiętajcie : CZYTAM=KOMENTUJĘ. Dla Was to tylko parę sekund.
Niebawem pojawi się następny . ♥ :)






poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 5

Chłopak podwiózł mnie pod akademik.
- Dziękuję za wszystko. - powiedziałam, gdy wysiadałam z auta.
- Nie ma za co. - odpowiedział. - Dasz mi swój numer? - dodał.
- Nie. - powiedziałam podczas odbierania bagażu.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony.
- Lubię niespodzianki. Może się jeszcze spotkamy. - puściłam oczko i zaczęłam iść w stronę akademika.
 Wchodząc do środka parę razy byłam potrącona przez przypadkowe osoby. Wydawało mi się, że traktowali mnie jakby mnie tu nie było. Zdecydowałam pójść do sekretariatu, by otrzymać klucz do swojego pokoju. Zapukałam do drzwi i po krótkim "proszę" weszłam do środka.
- Dzień dobry. Nazywam się Julia Young. Dostałam list, że mam się zgłosić po klucze do pokoju.
- Dzień dobry. Tak, proszę tu podejść.
Podeszłam do starszej kobiety. Z dość dużej szafy wyjęła teczkę. Prawdopodobnie były tam moje papiery.
- Tu masz klucze do pokoju 302. Będziesz go dzieliła z Niną Dover. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Powodzenia. - mówiła to podając mi klucze do pokoju.
Podziękowałam i skierowałam się w stronę trzeciego piętra. Miałam cholernie ciężkie bagaże. Podchodząc do drzwi usłyszałam głośny hałas z mojego pokoju. Cicho otworzyłam drzwi by ogarnąć co się dzieję. W kącie zauważyłam siędzącą czerwonowłosą dziewczynę. Wokół niej były wszędzie porozwalane ciuchy i książki. Zamknęłam za sobą drzwi i powoli podchodziłam do płaczącej dziewczyny. Delikatnie szturchnęłam ją w rękę. Podniosła twarz i się na mnie spojrzała. Miała czerwone od płaczu oczy.
- Hej. Jestem twoją współlokatorką. Mam na imię Julia. - przedstawiłam się. - Co się stało?
- Cześć, jestem Nina. A to co się stało nie powinno cię obchodzić.  - odpowiedziała zła?
Odsunęłam się od niej ze zdziwioną miną. Jeśli tak zaczyna znajomość, to ja również będę chamska. Poszłam po bagaże i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Był mniejszy niż ten, który miałam w Polsce, lecz bardzo przytulny. Wchodząc, po prawej stronie znajdowała się ogromna szafa. Na przeciwko niej stało duże łóżko. Koło niego było okno z balkonem i drzwi do łazienki. W pomieszczeniu było jeszcze biurko i rośliny. Bagaże postawiłam koło łóżka i postanowiłam się wykąpać. Z mniejszej walizki wyjęłam kosmetyczkę i ręczniki, a z większej pidżamę. Byłam bardzo zmęczona, zdarzeniami, które wydarzyły się nie dawno. Po godzinnej odprężającej kąpieli położyłam się w czystej pościeli. Zasnęłam.

................................................................................................................
Hej ♥ Przykro nam, że pod ostatnim postem nie było komentarzy. Niestety przez to rozdziały będą dodawane rzadziej. Pamiętajcie : CZYTAM=KOMENTUJĘ. To nas motywuję. :)

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 4

Zza ściany zauważyłam idącego mężczyznę. Nie miałam pojęcia czy cofnąć się do piwnicy czy może rzucić się na niego. Na moje nie szczęście mnie zauważył.  Wyglądał na bardzo wkurzonego. Powoli i pewny siebie zaczął do mnie podchodzić.  Byłam spanikowana i nie wiedziałam co robić. Zamknęłam oczy, by jak najmniej czuć gdy mnie uderzy. Po chwili usłyszałam odgłos tłuczonego szkła. Otworzyłam oczy i ujrzałam przestraszoną dziewczynę. Tą samą, która mnie porwała. Miała podniesione do góry ręce. A pod nią leżał nieprzytomny mężczyzna. Koło niego była rozbita porcelana.
- Uciekaj stąd, szybko! - krzyknęła do mnie.
Ja czym prędzej zaczęłam uciekać z tego strasznego domu, ciągnąc za sobą walizki. Było mi ciężko, lecz nie zwracałam na to uwagi. Najważniejsze dla mnie było, żeby być jak najdalej od tego upiornego miejsca. Biegłam bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie jestem. Serce biło mi bardzo mocno. Wokół mnie nie było żywej duszy. Zwolniłam. Znalazłam się na ulicy. Zdecydowałam, że pójdę na stopa. Po jakiś 10 minutach zauważyłam jadące czerwone auto. Dałam znak ręką żeby się zatrzymał.
- W czym mogę pani pomóc? - spytał się mnie bardzo uśmiechnięty młody chłopak, wyglądał na około 20 lat.
- Zgubiłam się. Chciałabym się dostać do Londynu. Mógłbyś mnie podwieść? - spytałam się trochę zażenowana, bo jak mogłam się zgubić? Nic lepszego niestety nie mogłam wymyśleć. Na początku chłopak dziwnie się na mnie spojrzał, ale nic się nie pytał.
- OK, wsiadaj. - powiedział i wysiadł z samochodu. Włożył moje walizki do bagażnika. Udałam się na siedzenie koło niego. Po chwili ruszyliśmy.
Nie wiem czemu, ale nadal nie mogłam się uspokoić. Serce biło mi jak oszalałe. Przed oczami cały czas miałam wściekłego bruneta, który daje mi z liścia.
- Jak masz na imię? - nagle spytał się mój kierowca.
- Julia. - odpowiedziałam próbując się trochę uśmiechnąć. Kiepsko mi to wychodziło. - A ty? - spytałam o to samo.
- Louis. - odpowiedział z wielkim uśmiechem.
Nic nie odpowiedziałam. Dalszą podróż jechaliśmy w zupełnej ciszy. Nie miałam już sił. Byłam bardzo zmęczona tym co stało się w ciągu tych paru godzin. Nie wiedząc nawet kiedy, usnęłam.


* JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ *
Obudziłam się bardzo wypoczęta w... łóżku? Co? Byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam gdzie jestem.
- Oo, dzień dobry. Jak się spało? - do pokoju wszedł jak zawsze, od kiedy go poznałam, uśmiechnięty chłopak.
- Dobrze...tylko co ja tu właściwie robię? - spytałam po chwili.
- Zasnęłaś w moim aucie, a nie podałaś mi dokładnego adresu gdzie mam cię zawieść. Nie chciałem cię budzić, bo wyglądałaś na bardzo zmęczoną. Dlatego przywiozłem cię do mnie. - tłumaczył mi się Louis.
- Ahh, OK. W takim razie dziękuję i przepraszam za kłopot. Ja będę już szła. - powiedziałam to jednocześnie podnosząc się z łóżka i sięgając po buty.
- Nie, proszę zostań chociaż na śniadanie. - powiedział to chłopak łapiąc mnie za nadgarstek gdy chciałam wyjść z pokoju, nie do końca nawet wiedząc czy idę w stronę wyjścia.
- No, dobrze. - zgodziłam się.
Chłopak zaprowadził mnie do kuchni. Jedliśmy w ciszy.
- Dziękuje za pyszne śniadanie. I przepraszam za kłopot. Będę już szła. - powiedziałam gdy jedzenie zniknęło z mojego talerza.
- OK. Ja teraz będę jechać przez miasto to cię podwiozę. - powiedział. - I to nie jest żaden kłopot. - dodał.
- W porządku. Możesz mnie podwieść do akademika na <xxx> Street? - spytałam.
- Spoko. Jakby co tam jest łazienka, a ja idę się przebrać i zaraz wracam. - uśmiechnął się pokazując drzwi do pomieszczenia.
Postanowiłam, że trochę się ogarnę. Wyciągnęłam z walizki kosmetyczkę. Weszłam do łazienki i mało co bym się nie przewróciła. W lustrze zobaczyłam smutną, z worami pod oczami dziewczynę. Szczerze mówiąc wyglądałam po prostu strasznie. Zmyłam wczorajszy makijaż i zrobiłam nowy. Uczesałam się, umyłam zęby i wróciłam do Louis'a. Chłopak siedział na kanapie patrząc się w telefon. Schowałam z powrotem kosmetyczkę do walizki.
- Ja już jestem gotowa. Jedziemy? - spytałam.
- Tak, jasne. - odpowiedział.
Zabrałam swoją torebkę, chłopak ciągnął moje bagaże. Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie. Kierowaliśmy się w stronę mojego akademika.
Mam nadzieje, że nie będę miała już przykrych niespodzianek.

...........................................................................................................
Oto następny rozdział. :) Mam nadzieję, że się podoba. Proszę, komentujcie. ;) ♥


piątek, 28 marca 2014

Rozdział 3

Podszedł do mnie wysoki brunet.
-  Nie wasz się odezwać,bo właduję w Ciebię cały magazynek. - szepnął mi do ucha, pokazując przy tym broń zza koszuli.
Po chwili przy mnie pojawiło się dwóch mężczyzn i kobieta.
- A teraz podziękuj kierowcy i chodź za mną.
- Yyy...jednak... z panem nie pojaaadę... dziękuję. - zwróciłam się do kierowcy jąkając.
Jeden z kolesi zabrał moje walizki. Strasznie się bałam. Podeszliśmy do czarnego mercedes'a. Brunet wepchnął mnie na tylne siedzenie koło dziewczyny. Założyli mi na głowę worek i kazali siedzieć cicho. Samochód ruszył. Czułam, że jedziemy z dużą prędkością. Słyszałam jak rozmawiali o starej kamienicy. Miałam czarne wizje. Po jakimś czasie samochód stanął. Jeden z porywaczy zdjął ze mnie worek.
- Jak będziesz grzeczna to nic Ci się nie stanie. - mówił to owijając moje ręce sznurem.
Wysiadłam z auta i podążałam za nimi w stronę starego budynku. Najniższy z nich ciągnął moje bagaże. Weszliśmy do opuszczonego domu i kierowaliśmy się schodami do piwnicy. Było bardzo ciemno. Oprawcy przywiązali mnie do krzesła.
- Niedługo wrócimy. Nie próbuj uciekać. - powiedział blondyn.
- Ale dlaczego mnie porwaliście? - spytałam się chcąc wiedzieć po co to wszystko.
- Gówno powinno Cię to interesować. Masz tu kurwa siedzieć i koniec. - powiedział to jeden dając mi przy tym siarczystego liścia w prawy policzek.
Poczułam spływającą łzę po moim policzku. Zauważyłam, że dziewczyna będąca w ich towarzystwie ani razu się nie odezwała. Wygląda na bardzo smutną. Po chwili w pomieszczeniu zostałam sama. Zaczęłam płakać. Nie do końca ogarniałam co się wokół mnie dzieje. Miały to być najlepiej spędzone lata studiów poza Polską, ale jak na razie są do kitu. Usłyszałam odgłos odpalającego silnika. Zdecydowałam, że się uwolnię. Liny były mocno związane. Na szczęście obok mojej nogi był kawałek rozbitego szkła. Podniosłam go i przecięłam sznur.  Zabrałam swoje bagaże i ruszyłam w stronę drzwi. Były otwarte. Zaczęłam zmierzać schodami w górę, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki...


................................................................................................................
Oto 3 rozdział. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Jutro pojawi się następny. ♥

   

wtorek, 25 marca 2014

Informacja

Jeżeli chcecie być informowani, możecie pod tym postem podawać swoje twitter'y. :) pozdrawiam ;)

poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 2

- Dlaczego lecisz do Wielkiej Brytanii? - spytał się po jakimś czasie Kevin.
- Głównie na studia. Wybieram się na filologie angielską. A ty? - spytałam.
- O, to świetnie. Naprawdę interesujący kierunek. Ja zaczynam trzeci rok  medycyny.
- A na jakiej uczelni? 
- "University of Cambridge" na północy Londynu.
 O to szkoda. Ja na drugim końcu.
- Naprawdę? Na "University of Oxford"?
- Tak, właśnie tam. - odpowiedziałam się uśmiechając.
- To super! To najlepszy uniwersytet w Londynie. - powiedział z podziwem. - Musisz być bardzo mądra. - zaczęłam się z niego śmiać.
- Dziękuje. Zawsze marzyłam żeby studiować w UK.
- Ja wręcz przeciwnie.
- Dlaczego? - spytałam zdziwiona.
- Po rozwodzie rodziców zostałem z mamą w Polsce, a ojciec wyjechał do Wielkiej Brytanii. Gdy matka zmarła musiałem pojechać do niego, bo byłem niepełnoletni.
- Przykro mi. - powiedział ze smutkiem.
- Spokojnie, nie przejmuj się. To było dawno, od pięciu lat mieszkam z ojcem w Londynie. Do Polski przyjeżdżam tylko na wakacje do babci.
- Dobrze, że chociaż na wakacje. Wybacz, ale jestem śpiąca.  Zdrzemnę się, OK?
- Spoko, nie ma problemu. Ja poczytam sobie książkę. - powiedział jednocześnie wskazując na przedmiot leżący na stoliku.
Uśmiechnęłam się do niego, a następnie wygodnie rozsiadłam się na fotelu by jakoś usnąć. Po chwili usnęłam.

Obudziłam się leżąc na . . . ramieniu Kevina? Jesteśmy przykryci jednym dużym kocem. To dziwne. Nie chcąc obudzić chłopaka, powoli zeszłam z jego ramienia i okryłam go kocem. Otworzyłam żelki i zaczęłam jeść patrząc na widok za oknem.  Wzięłam mój telefon i włączyłam odtwarzacz muzyki. Leciało właśnie " Give me love " Ed'a Sheeran'a.
- Czego słuchasz? - nie zauważyłam nawet, że mój sąsiad się obudził.
- Obudziłam cię?
- Tak. Czego słuchasz? - spytałam ponownie się szczerząc.
- Wybacz. Próbowałam tego nie zrobić. Ale widocznie mi nie wyszło.
- Nic nie szkodzi. I tak nie długo lądujemy, więc dobrze, że mnie obudziłaś.
- Ooh, OK. Słucham Ed'a Sheeran'a. Chcesz słuchawkę?
- Chętnie. - powiedział po czym wziął jedną oddemnie. - Podoba mi się ta piosenka. Kiedyś spotkałem Ed'a pod jakimś sklepem, ale nie podeszłem do niego. - powiedział o czymś myśląc.
- Cooo? Pod sklepem? Byłeś tak blisko i nie podeszłeś po autograf?! Uwielbiam Ed'a.
- Następnym razem tak zrobię. - zaczęliśmy się śmiać, nie do końca wiedząc z jakiego powodu.
- To dobrze. - powiedziałam.
Słuchaliśmy muzykę jeszcze przez chwile, jedząc przy tym żelki.
- Prosimy zapiąć pasy. Za chwile lądujemy. - powiedziała stewardessa.

I znowu będzie te dziwne uczucie. Schowałam do plecaka wszystkie moje rzeczy. Zapięłam pasy i usiadłam wygodnie na fotelu. Ponownie zamknęłam oczy i chwyciłam się fotela.
- Chcesz żebym znowu potrzymał cię za rękę? - spytał się mnie Kevin.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka.
- Tak, proszę.
Kevin ponownie złączył nasze dłonie. Zamknęłam oczy i czekałam kiedy wreszcie wylądujemy. I znów te dziwne uczucie, Ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka. On zrobił to samo, przy tym dodając mi otuchy. Wylądowaliśmy. Każdy zabrał swoje rzeczy i wychodziliśmy z samolotu. Razem z chłopakiem szliśmy w stronę naszych bagaży. Znalazłam moje dwie wielkie walizki. 
- Może dałabyś mi swój numer telefonu? Moglibyśmy się gdzieś spotkać czy coś? -spytał.
- Jasne, daj swój telefon to wpisze ci mój numer.
Chłopak podał mi komórkę, a ja wpisałam rząd cyfr.
- Dziękuje. To ja już będę spadał. - podszedł do mnie i mocno przytulił. Odwzajemniłam uścisk.
- Narazie. - powiedziałam gdy chłopak podchodził po swoje bagaże.
Do zobaczenia. - chłopak puścił mi oczko i poszedł w stronę wyjścia. Również wzięłam swoje walizki i poszłam w stronę taksówek. Gdy byłam już blisko jednej z nich, moje serce się zatrzymało . . .

.......................................................................................................................................
Proszę : CZYTAM=KOMENTUJĘ. Niedługo pojawi się następny rozdział. :) ♥ ♥ ♥

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 1

- Schodź! Taksówka już przyjechała pod dom! - krzyknęła z dołu mama
- Już idę! - odpowiedziałam
Dzisiaj wyjeżdżam do Wielkiej Brytanii, by spełnić jedno z moich niezliczonych marzeń. Zawsze interesował mnie język angielski i jego historia. Dlatego moim kierunkiem studiów będzie filologia angielska. Będę uczęszczała do najlepszej uczelni w Londynie "University of Oxford".
Pakowanie zajęło mi ponad tydzień, gdyż musiałam dokładnie przemyśleć co chce ze sobą zabrać na 4 lata studiów.
Włożyłam do walizki ostatnie rzeczy. Następnie z bagażami zeszłam na dół.
- Nie mogę uwierzyć, że nasza mała córcia już wyjeżdża. - powiedziała moja mama i uroniła pojedynczą łzę.
- Ja też nie mogę uwierzyć, mamo. Przestań płakać, bo zaraz sama się rozryczę. Po drugie macie jeszcze Monikę i Tomka. Będę dzwonić jak tylko złapię wolną chwile. - mówiłam jednocześnie przytulając rodziców. - A wy macie być grzeczni. - zwróciłam się do mojego rodzeństwa.
- Dobrze, dobrze. - powiedziała Monika się szczerząc. Chyba się cieszyła, że wyjeżdżam, bo zajmie mój pokój.
Pożegnałam się jeszcze ostatni raz i poszłam w stronę taksówkarza.
Dzień dobry. - powiedział uprzejmie wkładając przy tym moje bagaże do bagażnika.
- Dzień dobry. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Jestem bardzo podekscytowana wyjazdem. Po raz pierwszy będę leciała samolotem.
- Gdzie panienkę podwieść?  - spytał kierowca,
Proszę mnie podwieść na lotnisko. - odpowiedziałam.
Jazda samochodem była dosyć krótka. Po 20 minutach byłam już pod lotniskiem. Zapłaciłam wyznaczoną kwotę i podeszłam do wejścia. Poszłam zdać bagaż i czekałam na przeprawę. Kupiłam bilet i mogłam pójść w stronę samolotu. Usiadłam przy oknie, koło mnie narazie nikogo nie było. Do startu mam jeszcze 30 minut. Postanowiłam, że trochę się "rozpakuję". Wyjęłam mojego ukochanego Iphone'a i słuchawki i położyłam na stoliku przede mną. Przy nich położyłam jeszcze  żelki i wodę mineralną. Koło mnie położyłam poduszkę. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam wejść na facebook'a. Nic ciekawego nie znalazłam. Na twitter'ze też nic. Włączyłam odtwarzacz muzyki. Spojrzałam na zegarek. Zostało 10 minut. Jeszcze nikt nie zjawił się na wolne miejsce przy mnie. Czyżbym leciała sama?
- Czy tu jest wolne? - z moich rozmyśleń wyrwał mnie męski głos.
- Taa. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka.
- Wybacz, ale moje miejsce ktoś zajął.
- Spoko. Jestem Julia. - przedstawiłam się podając rękę.  
Chłopak usiadł na fotelu i uścisnął moją dłoń.
- Jestem Kevin. - powiedział z uśmiechem.
Jest naprawdę przystojny. Wygląda na mniej więcej 19-21 lat. Ma brązowe, podniesione do góry włosy i duże błękitne oczy. Ubrany jest w rurki, czarną koszulkę, która uwydatnia jego wyrzeźbiony brzuch i vans'y. Wyciągnął ze swojego plecaka książkę i położył obok mojej wody.
- Witamy wszystkich na naszym pokładzie. Za chwile starujemy. Prosimy o zapięcie pasów. Życzymy miłej podróży. - skończyła mówić stewardessa.
Szczerze mówiąc strasznie się boję. Nie wiem jak to jest, gdy się wznosisz w powietrze, Zamknęłam oczy kładąc przy tym rękę na oparcie fotela, mocno je przyciskając. Poczułam, że samolot wznosi się. Nie chciałam otwierać oczu, dopóki te dziwne uczucie całkowicie nie zniknie. Nagle poczułam, że ktoś ściska moją dłoń.
- Nie bój się. Mogę cię potrzymać za rękę, jeśli chcesz? - spytał mnie się po cichu Kevin.
Przytaknęłam głową, że chce. Chłopak złapał mnie za rękę. Bardzo to pomogło. Po chwili turbulencje ustały. Samolot leciał spokojnie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na nasze splecione dłonie. Wyglądało to naprawdę słodko. 
- Mogą państwo już odpiąć pasy. Jeżeli ktoś coś będzie potrzebował proszę wcisnąć guzik lub nas zawołać. - powiedziała stewardessa, a następnie podeszła do jakiegoś mężczyzny. Niechętnie puściłam rękę chłopaka i odpięłam pasy. Spojrzałam się na Kevina i uśmiechnęłam.
- Dziękuje. - powiedziałam.
Chłopak  również się do mnie uśmiechnął. Spojrzałam na widok za oknem. To niesamowite widzieć chmury tak blisko.


.......................................................................................................................................
Pamiętajcie, CZYTAM=KOMENTUJE. To nas bardzo motywuje. Mam nadzieję, że pierwszy rozdział Wam się spodoba. :) ♥