czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział 6

Odkąd mieszkam w akademiku minęły 2 tygodnie. Za tydzień zaczynam naukę na uniwersytecie. Zdążyłam już poznać Londyn, najważniejsze dzielnice.
Pokój nadal dziele z Niną, i nadal się z nią nie dogaduję. Nie wiem dlaczego, ale dla każdego jest wredna. Czasami mam wrażenie jakby mnie śledziła, ale może to moja głupia wyobraźnia.
W nocy często się budzę zlana zimnym potem. Dalej nie mogę zapomnieć twarzy moich porywaczy. Prześladują mnie.
Narazie nie poznałam jakichś normalnych ludzi. Od czasu do czasu zaczepia mnie pewien frajer o imieniu Denis. Gdyby nie miał pięcio-centymetrowych szkieł na nosie, aparatu na zębach oraz nie miał włosów tak bardzo przylizanych od  żelu, to może byłby całkiem w porządku. Ale jak na tą chwile ja wole go unikać.
Dzisiaj odbieram moje nowe auto : czarne lamborghini.
 

Kocham szybkie maszyny.
W Polsce miałam dwa życia. Pierwsze: udawane, nudne, które spędzałam z rodziną. Zaś te drugie to moje prawdziwe oblicze. Ciekawe, zwariowane i pełne adrenaliny. Chodzi mi konkretnie o nielegalne wyścigi. Wielu moich znajomych brało w nich udział. Dzięki dźwiękom silnika mogę się uspokoić i zapomnieć, choć na chwile, o popieprzonej teraźniejszości. Dzisiaj zamierzam po raz pierwszy w Londynie się z kimś pościgać.

Obudziłam się dosyć wcześnie. Jak zawsze przerażona. Te koszmary mnie wykończą. Wzięłam długi prysznic. Zrobiłam lekki makijaż, a włosy pozostawiłam rozpuszczone. Ubrałam się w to :

Poszłam do kuchni zjeść jakieś śniadanie.
- Cześć. - powiedziałam niepewnie do czerwono-włosowej dziewczyny.
- Cześć. - odpowiedziała po chwili.
I na dzisiaj to chyba koniec naszego dialogu.
Z szafek wyjęłam miskę i płatki, a z lodówki mleko. Usiadłam przy stoliku na przeciwko mojej współlokatorki i zaczęłam jeść śniadanie. Ani razu się na mnie nie spojrzała. Może powinnam zacząć się jej bać? Przemyśle to.
Gdy skończyłam jeść, brudne naczynia włożyłam do zmywarki. Zrobiłam sobie kawę i szłam w stronę mojego pokoju.
- Nie wrócę dzisiaj na noc. - odezwała się nagle Nina.
- Umm...spoko.- odpowiedziałam.
To jak narazie najdłuższa rozmowa z nią przeprowadzona. Może nie długo coś się zmieni.

Położyłam się na miękkim łóżku i odpaliłam laptopa. O godzinie 14;00 miałam odebrać moje auto. Zostały mi jeszcze 3 godziny. Postanowiłam  oglądnąć mój ulubiony film "3 metry nad niebem". Nigdy mi się nie znudzi.
Gdy film się skończył została mi godzina na dojazd. Wyłączyłam laptop, ubrałam płaszcz oraz wzięłam torebkę. Wyszłam z akademika i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego. Pojazd przyjechał po paru minutach. Wysiadłam pod salonem samochodowym. Odebrałam moje maleństwo i pojechałam na obrzeża miasta go wypróbować. Działał perfekcyjnie. Idealnie skręcał w prawo i w lewo. Nitro też działało doskonale. Byłam strasznie szczęśliwa. Po paro godzinnej przejażdżce postanowiłam wskoczyć do jakiejś knajpki na obiad. Po zapłaceniu za posiłek wróciłam na akademik. Do wyścigu zostały mi 2 godziny, zaczynały się o 22;00. Wzięłam krótki lecz odprężający prysznic. Związana ręcznikiem poszłam do pokoju po ciuchy.





Zrobiłam mocny ale nie dziwkowaty makijaż. Moje długie brązowe włosy związałam w kucyka. Byłam bardzo podniecona dzisiejszym wyścigiem. Przed moim pierwszym wyścigiem, który będą oglądać nowe twarze.
Wjeżdżając w tłum ludzi usłyszałam głośne gwizdy. Wysiadłam z auta i otworzyłam przednią maskę, jak to było w zwyczaju. Dużo osób gratulowało mi za takie cacko.
- No, no, no. Nowe autko będzie do mojej kolekcji. - cmokając powiedział to wysoki szatyn. - Jestem Jack. - dodał.
- Żebyś się nie pomylił, Jack.
- To ty się mylisz, skarbie. - powiedział dotykając mojego policzka.
- Zabieraj te brudne łapska. - powiedziałam zaciskając szczękę. - I lepiej pokaż jak jeździsz. - zwróciłam się do niego wchodząc do mojego lamborghini.
Ten facet strasznie mnie wkurwił.
Podjechałam na start. Trasa nie była trudna. Parę skrętów w lewo i w prawo, praktycznie same proste. Dwa okrążenia.
Koło mnie pojawili się moi przeciwnicy. Po lewej jakiś blondyn, po prawej ten idiota.
- Wóz za wóz? - spytał z obrzydliwym uśmieszkiem.
- Zgoda. - mruknęłam.
Jego auto nie było takie złe. Czerwone ferrari, może być ciekawie.


Ogólnie w wyścigu brało udział 7 osób. Do wygrania było $5000 i wybrane auto przegranego.
Byłam bardzo skupiona i przygotowana. Położyłam rękę na biegach i czekałam aż dziewczyna na środku drogi w przykrótkiej spódniczce machnie jakąś szmatą.
Tłum liczył: 3...2...1...START! Wszyscy wystartowali. Na początku jechałam łeb w łeb z tym całym Jack'iem. Szybko zmieniałam biegi. Jechałam z coraz większą prędkością. Doskonale słyszałam pracę silnika. Pierwsze okrążenie. Nie mogłam przegrać, nie na pierwszym wyścigu. - mówiłam sobie w myślach. Zakręt w lewo, w prawo. Ostatni skręt i sama prosta. Jack jechał tuż obok mnie. Zostało 400 m. Włączył nitro, wyprzedził mnie.
- Za wcześnie. - powiedziałam do siebie z uśmiechem.
Włączyłam nitro i ....... wygrałam! Dosłownie dzieliły nas setne sekundy, ale to ja byłam pierwsza.
Mina przegranego Jack'a była niesamowita. Szkoda, że nie miałam aparatu. Uwieczniłabym to.
Wszędzie słyszę krzyki, wiwaty, gwizdy.
- I oto wygrała nowa uczestniczka. - powiedział gruby prowadzący. - Jak masz na imię? - zwrócił się do mnie.
- Julia. - odpowiedziałam dumna.
- Julia jest dzisiejszą zwyciężczynią. - powiedział to i wręczył mi $5000. Podziękowałam.
Podeszłam do Jack'a i wskazałam na otwartą dłoń.
- No co? Szybko. - powiedziałam.
Chłopak z wkurwioną miną podał mi kluczyki do jego auta.
- Suka. - usłyszałam, gdy odchodziłam w stronę czarnego cuda. Nie przejmowałam się tym.
Gdy byłam blisko mojego lamborghini poczułam mocny uścisk na nadgarstku. Gdy się odwróciłam ujrzałam blondyna, który jechał obok mnie.
- Gratulacje. - powiedział i się uśmiechnął.
Miał na zębach aparat, strasznie mi kogoś przypominał.
- Dziękuję. - odpowiedziałam.
Usłyszeliśmy syreny policyjne. Niedaleko nas jechała policja.
- Cholera. - powiedziałam cicho.
- Spokojnie, mogę pojechać twoim ferrari. Jutro ci go odstawię. - bez zastanowienia wręczyłam mu kluczyki.
Blondyn podszedł do auta i szybko odjechał. Ja podeszłam do swojego i odjechałam z piskiem opon...

....................................................................................................................
Hej! ♥ Oto następny rozdział. Pamiętajcie : CZYTAM=KOMENTUJĘ. Dla Was to tylko parę sekund.
Niebawem pojawi się następny . ♥ :)






poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 5

Chłopak podwiózł mnie pod akademik.
- Dziękuję za wszystko. - powiedziałam, gdy wysiadałam z auta.
- Nie ma za co. - odpowiedział. - Dasz mi swój numer? - dodał.
- Nie. - powiedziałam podczas odbierania bagażu.
- Dlaczego? - spytał zdziwiony.
- Lubię niespodzianki. Może się jeszcze spotkamy. - puściłam oczko i zaczęłam iść w stronę akademika.
 Wchodząc do środka parę razy byłam potrącona przez przypadkowe osoby. Wydawało mi się, że traktowali mnie jakby mnie tu nie było. Zdecydowałam pójść do sekretariatu, by otrzymać klucz do swojego pokoju. Zapukałam do drzwi i po krótkim "proszę" weszłam do środka.
- Dzień dobry. Nazywam się Julia Young. Dostałam list, że mam się zgłosić po klucze do pokoju.
- Dzień dobry. Tak, proszę tu podejść.
Podeszłam do starszej kobiety. Z dość dużej szafy wyjęła teczkę. Prawdopodobnie były tam moje papiery.
- Tu masz klucze do pokoju 302. Będziesz go dzieliła z Niną Dover. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Powodzenia. - mówiła to podając mi klucze do pokoju.
Podziękowałam i skierowałam się w stronę trzeciego piętra. Miałam cholernie ciężkie bagaże. Podchodząc do drzwi usłyszałam głośny hałas z mojego pokoju. Cicho otworzyłam drzwi by ogarnąć co się dzieję. W kącie zauważyłam siędzącą czerwonowłosą dziewczynę. Wokół niej były wszędzie porozwalane ciuchy i książki. Zamknęłam za sobą drzwi i powoli podchodziłam do płaczącej dziewczyny. Delikatnie szturchnęłam ją w rękę. Podniosła twarz i się na mnie spojrzała. Miała czerwone od płaczu oczy.
- Hej. Jestem twoją współlokatorką. Mam na imię Julia. - przedstawiłam się. - Co się stało?
- Cześć, jestem Nina. A to co się stało nie powinno cię obchodzić.  - odpowiedziała zła?
Odsunęłam się od niej ze zdziwioną miną. Jeśli tak zaczyna znajomość, to ja również będę chamska. Poszłam po bagaże i ruszyłam w stronę mojego pokoju. Był mniejszy niż ten, który miałam w Polsce, lecz bardzo przytulny. Wchodząc, po prawej stronie znajdowała się ogromna szafa. Na przeciwko niej stało duże łóżko. Koło niego było okno z balkonem i drzwi do łazienki. W pomieszczeniu było jeszcze biurko i rośliny. Bagaże postawiłam koło łóżka i postanowiłam się wykąpać. Z mniejszej walizki wyjęłam kosmetyczkę i ręczniki, a z większej pidżamę. Byłam bardzo zmęczona, zdarzeniami, które wydarzyły się nie dawno. Po godzinnej odprężającej kąpieli położyłam się w czystej pościeli. Zasnęłam.

................................................................................................................
Hej ♥ Przykro nam, że pod ostatnim postem nie było komentarzy. Niestety przez to rozdziały będą dodawane rzadziej. Pamiętajcie : CZYTAM=KOMENTUJĘ. To nas motywuję. :)